Wiosenni Ulubieńcy.

Ta wiosna była  dla mnie czasem testów mnóstwa nowości, ale i utrwalania starszych przyjaźni. Nie wszystko się przyjęło, nie każdy kosmetyk polubił się z moimi upodobaniami ale i też oczywiście znalazły się perełki, które na stałe zagoszczą w moich rytuałach kosmetycznych. Zapraszam na ulubieńców mijającej wiosny, kosmetyki te nadają się do użytku całorocznego i są naprawdę godne wypróbowania.

Kosmetyki do pielęgnacji które skradły moje serce to dwa produkty w całkowicie różnym zastosowaniu. Kategoria pielęgnacji włosów różni się u każdego w zależności od potrzeb jednak ten produkt myślę, że sprawdzi się wyśmienicie u każdej kobiety pragnącej lśniących, sypkich włosów. Zapomniana nieco marka Matrix ze swoim Oil Wonders poczyniła prawdziwą rewolucje w walce z niesfornymi kosmykami. Włos jest nawilżony ale nie przeciążony, delikatnie lśniący, miękki, podatny na układanie, mniej się puszy. Jestem wybredna co do olejków ale ten naprawdę podbił moje serce.

Drugim fantastycznym produktem jest krem do rąk marki Rituals z serii Ginkgo's Secret. Począwszy od przepięknego zapachu, mazidło świetnie koi oraz odżywia nasze dłonie. Nie podrażnia, a wręcz uspokaja lekkie stany świądu, do tego przyjemnie się wchłania. Jest to  na chwilę obecną mój numer 1.

Czas na produkty dzięki którym zawdzięczam świeżość i komfort makijażu. Kokosowa baza Marc Jacobs, to lekkie nawilżenie, zmiękczenie podkładu, długotrwałość a przede wszystkim wygodna przez cały dzień, która jest mi niezwykle potrzebna przy długich dniach w pracy.
To co jednak trzyma wszystko na miejscu to puder transparentny Laura Mercier który nałożony w okolicach pod oczami niezwykle zmiękcza rysy i odmładza a omieciony na całej twarzy daje efekt photoshopa i ukazuje  wdzięk każdej cery.
By blask jednak był pod kontrolą w szczególności teraz w te cieplejsze dni moją strefą T zajmuje się De- Slick Urban Decay. Biały puder, o właściwościach matujących idealnie bez przeciążenia utrzymuje delikatny mat na twarzy, wpasowuje się w każdy podkład, nie zapychając i nie tworząc topornej warstwy. Lekki, przyjemny i uniwersalny znajdzie zastosowanie przy każdym mieszanym typie cery.


Na koniec nieco koloru. Moje brwi cała wiosnę powierzałam pomadzie Inglot w kolorze nr 17. Przyjemna, trwała, prosta w obsłudze dopełniała moje brwi w idealny kształt.
Wisienką na torcie na wiosnę było moje nowe odkrycie od Charlotte Tilbury- kompletne duo - szminka oraz konturówka w odcieniu Pillow Talk. Nie ma dla mnie lepszego odcienia nude niż ten. Beżowy z delikatną nutą brudnego różu, nie robi trupiego efektu a świetnie współgra z większością makijaży. Bardzo twarzowy, wdzięczny kolor, utrwalony kultową konturówka ratował każdy dzień gdy coś było nie tak, albo nie do końca pasowało mi w make upie.  Warto wspomnieć, że obydwa kosmetyki mają świetną kremową konsystencje która jest niebywale komfortowa na ustach.

Czas przywitać powoli lato. Ciekawe co tym razem podbije moje serce. Nowości nadchodzą :)


Komentarze

  1. Mam takie samk zdanie o bazie MJ,puder Laury choc poczatkowo nie od razu sie polubilismy teraz jest moim ulubiencem:) ta szminka od Charlotte piękna!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiam puder Laury, a szminka naprawde jest mega :))

      Usuń
  2. Kokosowa baza MJ to mój hit:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham ten puderas UD. Mega delikatny dla skóry, a matuje jak wariat <3 Mazidełka Charlotte piękne! <3 A z LM mam puder pod oczy. Fantastyczny jest!

    OdpowiedzUsuń
  4. Puder transparentny Laura Mercier absolutnie uwielbiam i ostatnio staje się wręcz od niego uzależniona. Zakup bazy MJ to u mnie kwestia czasu, od dawna bardzo mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Płynna pielęgnacja na codzień. Lancome, Energie de vie

Kultowi. Charlotte Tilbury, Pillow Talk

Na lato. Lancome, Teint Idole Ultra Cushion